Szmaradgowa alternatywa na nudę

Community Highlights Central / South America & The Caribbean Szmaradgowa alternatywa na nudę

Dzisiejszy dzień zaczynaliśmy powoli, bo nadrabiałam zaległości blogowe. Poza tym nie mieliśmy jakoś napiętego planu, żadnej konkretnej godziny, więc naprawdę nie było pośpiechu.

Nasz plan spalił na panewce po wbiciu lokalizacji w gps: "miejsce docelowe może być dzisiaj zamknięte"... w przewodniku nie było żadnej informacji, ale po chwili godziny otwarcia zostały zweryfikowane. W poniedziałki zamknięte. Trudno, przekładamy na środę.
Alternatywy nie było, bo jednak pewne aktywności wymagają wcześniejszego zarezerwowania miejsc. Z braku laku pojechaliśmy na lody.

Groźba nudy zawisła nad nami jak wielka deszczowa chmura.
Z planem B jest o tyle trudno, że w grę wchodzi po prostu plażowanie. A to nie jest coś (o zgrozo dla wielu wielbicieli plażingu), co Kawki lubią najbardziej. Nawet najbardziej zagorzali dotychczas fani plaży stwierdzili, że owa to już "się przejadła"... Co mieliśmy więc robić...dobry kostarykański wodospad nie jest zły.

Na szczęście Uvita ma swój własny wodospad, zwany szmaragdowym. Catarata Uvita albo Catarata Esmeralda jest tuż za miastem, dosłownie 5 km. W dodatku z parkingu do kanionu z wodospadem jest może całe 200 m stromą ścieżką przez dżunglę. Idealnie. Nawet znaleźliśmy kolejny okaz do naszej kolekcji przedstawicieli fauny, których nie uświadczysz na wolności w Polsce...

1000025528.jpg1000025543.jpg1000025526.jpg

Nie jest to duży (jak na Kostarykę) wodospad, ma tylko ok 10 m z basenem o głebokości 3 metrów. Woda faktycznie, sprawiała wrażenie zielonej, w dodatku rzeka otoczona jest tu wysokimi drzewami i bambusami, wszystko po prostu zanurzone w zieleni. Dla odmiany było tu też masę ludzi. Nie zapowiadało się na relaksujące brodzenie w wodzie.

1000025550.jpg1000025664.jpg1000025530.jpg

Nad wodospad ludzie przyjeżdżają tak licznie z kilku powodów. Po pierwsze jest praktycznie w mega turystycznym miasteczku, da się dojść na piechotę, więc jest naprawdę łatwym celem wycieczki. Po drugie, wstęp (tak, tak, ten też jest na terenie prywatnym) jest bardzo tani, zwłaszcza w porównaniu z innymi bardziej znanymi wodospadami w okolicy. A po trzecie, woda, w odróżnieniu od oceanu jest chłodna, jest dużo cienia i nawet przy tylu ludziach można znaleźć swoje miejsce na odpoczynek. I zabawę. I ta zabawa to powód czwarty, być może najważniejszy: ten wodospad jest też naturalną ślizgawką, a niżej położony basen na tyle głęboki, że można skakać z wysokości. W sam raz dla żądnych przygód duszyczek.

Czy znaleźli się wśród nas śmiałkowie?

Początkowo tylko patrzeliśmy z fascynacją, jak miejscowy przewodnik wdrapuje się po metalowej drabince zaczepionej skał (w sumie wyglądała trochę jak taka drabinka sznurowa na statkach, tylko taka zrobiona z drutu), potem powolutku pokazywał gdzie usiąść i siuuup, już byli na dole z wielkim pluskiem.

Ponieważ ludzi przy samym wodospadzie było bardzo dużo, poszliśmy w dół rzeki szukać spokojniejszego miejsca, i w sumie bardzo szybko je znaleźliśmy. Co prawda przegoniliśmy bazyliszka z tego kamienia, ale miejsce było rewelacyjne: miedzy dwoma basenami, nad mniejszą kaskadą, z widokiem na skoczków. W sumie to nawet nie mieliśmy ochoty na moczenie się (oprócz Lu.), wystarczył cień i ochłodzenie nóg. I tak sobie siedzieliśmy obserwując małe rybki krążące nam wokół stóp, gdy nagle D. powiedział "chyba sobie zjadę tym wodospadem, jak tu już jesteśmy"...
Wrociliśmy więc te 100 metrów nad wodospad. D. w ubraniu wszedł do basenu (cytuję: "jak tego nie zrobię od razu to się rozmyślę")1000025587.jpg
przepłynął szmaragdowy basen,

1000025552.jpg

wspiął się po chybotliwej drabince ( po tym wyjeździe to będzie miał dość chybocącego się żelastwa)

1000025554.jpg1000025560.jpg

i usiadł na szczycie wodospadu.

1000025564.jpg

Pomachał do nas. I siuuup. Zjechał. A potem jeszcze drugi raz!

1000025570.jpg

Po czym jak gdyby nigdy nic wróciliśmy na naszą skałkę między basenami. Na pytanie jednak, czy skoczy z 6 metrowego podestu, bardzo zdecydowanie odpowiedział, że z tego to na pewno NIE!

Szmaragdowa woda wołała i wołała, w końcu poszłam z Lu. popływać. Też półubrana, a co ;)

1000025600.jpg1000025585.jpg1000025609.jpg

Kiedy tak sobie tam na dole pływałyśmy, pomyślałam, że może by skoczyć? W końcu nie wygląda tak strasznie z dołu... na górze jednak zmieniłam zdanie, a przynajmniej baaardzo długo stałam i patrzałam w dół... W końcu Lo. chyba stracił cierpliwość dla tego mojego wahania. Zszedł na nasz kamień, zdjął koszulkę, spodenki i przybiegł z powrotem. Spojrzał w dół, zrobił krok w tył, popatrzył na mnie mówiąc "zobacz, tak się to robi!" i rzucił się w przód. A po chwili rozległ się plusk i śmiech radości. Przybiegł na górę, i wołając, że było fajnie, zeskoczył taz jeszcze.

No i cóż mi pozostało...skok w przepaść (poprzedzony jeszcze jedną chwilą wahania). Po wynurzeniu się czekał na mnie aplauz wszystkich tych, którzy byli świadkami mojego długiego procesu namysłu. A mnie nawet przez chwilę przeszło przez myśl, że może jeszcze raz? Szybko mi jednak przeszło, z mojego jednego skoku jestem dumna!

1000025739.jpg1000025701.jpg

Posiedzieliśmy tam jeszcze dłuższy czas, ale już bez zjazdów i skoków. I w sumie trzeba przyznać, że pomimo początkowego zwątpienia co poniektórych, że co my będziemy robić nad jeszcze jednym wodospadem...bawiliśmy się super!

1000025656.jpg1000025654.jpg1000025549.jpg1000025676.jpg1000025659.jpg

W nagrodę zrobiliśmy sobie ucztę na obiad i wróciliśmy do hotelu, bo na tą plażę to nikt się nie chciał dać ani namówić, ani przekupić. Odpoczywamy sobie więc nad basenem, może plaża będzie znów jutro?

This featured blog entry was written by Kawki4 from the blog Kawki4 i Raj na Ziemi.
Read comments or Subscribe

By Kawki4

Posted Tue, Feb 06, 2024 | Costa Rica | Comments